Akcja pełna napięcia. Bohater umiera na stole operacyjnym. Czy uda się go uratować? Pełni nadziei i niepokoju czekamy na rozwój sytuacji. Nagle na monitorze EKG pojawia się pozioma linia oraz rozlega się charakterystyczny, ciągły sygnał wskazujący zatrzymanie akcji serca. I już można być niemal pewnym, że zaraz z ust aktorów padnie komenda: „Defibrylacja!”. Chociaż takie akcje ogląda się z wypiekami na twarzy, to warto wiedzieć, że podobne działanie, czyli defibrylacja asystolii, jest jednym z najczęściej powtarzanych błędów. Jakie są inne?

Defibrylacja asystolii

Nasze rozprawienie się z medycznymi mitami trzeba zacząć od tego filmowego – prawdopodobnie najbardziej rozpowszechnionego. Wynika on z „atrakcyjności” przedstawienia akcji ratunkowej w taki, a nie inny sposób. Asystolia (prosta linia sygnalizująca brak czynności elektrycznej serca) nie jest rytmem do defibrylacji. Istnieją dokładnie dwie sytuacje, w których podejmuje się takie działanie. Są to:

  • migotanie komór (VF),
  • częstoskurcz komorowy bez tętna (VT).

Szerzej na ich temat pisaliśmy w słowniczku pojęć związanych z defibrylacją.

Dlaczego jest to mit szkodliwy? Przecież automatyczny defibrylator zewnętrzny AED samodzielnie analizuje rytm i zaleca defibrylację wyłącznie wtedy, gdy jest ona potrzebna. Z takiego punktu widzenia rzeczywiście nie ma to znaczenia.

Jednak mity utrwalane w świadomości społecznej mogą przeszkadzać w pracy służbom medycznym. Znane jest zjawisko, w myśl którego „każdy jest lekarzem i każdy wie najlepiej”. Nieraz zdarzają się sytuacje, w których osoby postronne zarzucają błędy służbom ratunkowym, gdyż ich – tych postronnych – zdaniem nie została przeprowadzona defibrylacja, choć powinna. A dlaczego powinna? Bo na filmach lekarze właśnie tak robią. Może wydawać się to śmieszne, ale właśnie z takich nieporozumień biorą się niepotrzebne i zarazem niebezpieczne agresywne zachowania w stosunku do personelu medycznego.

Odzyskanie świadomości bezpośrednio po RKO

Kolejnym, często powtarzanym telewizyjnym mitem jest natychmiastowe odzyskanie przytomności, a nawet powrót do całkowitej sprawności, u osoby, która przeszła nagłe zatrzymanie krążenia. Taki zabieg z filmowego punktu widzenia jest spektakularny, jednak ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Pełna reanimacja, czyli odzyskanie przez poszkodowanego krążenia, oddechu i czynności ośrodkowego układu nerwowego, bezpośrednio po RKO zdarza się bardzo rzadko. W rzeczywistości potrzebnych jest wiele dni, czasem nawet tygodni intensywnej terapii, by poszkodowany powrócił do zdrowia. Dlatego mówimy o resuscytacji, a nie o reanimacji.

Resuscytacja, która trwa… minutę

Wiadomo, że w filmach nie ma miejsca na pokazywanie pełnego przebiegu akcji ratunkowej i konieczne są skróty. Trzeba być jednak ich świadomym, a błąd może całkiem poważnie wpłynąć na faktyczne postępowanie osób prowadzących RKO. Akcja resuscytacyjna w filmach trwa zazwyczaj bardzo krótko, minutę, kilka minut, czasami wręcz jeden cykl, po czym:

  1. stwierdzany jest zgon pacjenta,
  2. pacjent odzyskuje przytomność.

Można więc wysnuć błędne wnioski, że RKO prowadzone dłużej nie ma sensu. Tymczasem wytyczne mówią jasno, że RKO należy prowadzić do czasu:

  1. powrotu czynności życiowych u poszkodowanego,
  2. przejęcia RKO przez zespół ratownictwa medycznego,
  3. wyczerpania fizycznego ratownika,
  4. wystąpienia sytuacji, w której udzielanie pomocy przestaje być bezpiecznie dla tego, kto z nią spieszy.

Akcje resuscytacyjne w praktyce trwają od kilkudziesięciu minut do nawet kilku godzin. Oczywiście w filmie byłoby to niemożliwe do pokazania.

Błędne algorytmy

Na koniec już nie mit, a groźny błąd. O ile w starszych filmach i serialach pojawiają się sceny z nieaktualnymi wytycznymi RKO (np. sekwencja oddechów do ucisków 5:1 lub inne), o tyle w nowych produkcjach jest to zupełnie niezrozumiałe. Wprowadza to zamieszanie i groźbę błędnego zapamiętywania algorytmów przez widzów.

Pamiętajmy, że prawidłowa sekwencja wynosi 30 ucisków i 2 oddechy u osób dorosłych. W sytuacjach, w których wykonanie oddechów jest niemożliwe np. ze względów higienicznych, urazów twarzoczaszki, z braku umiejętności lub braku maseczki do sztucznego oddychania, można ograniczyć się do samych ucisków klatki piersiowej. Ciśnienie uzyskiwane przez uciski klatki piersiowej jest wystarczające, by w ograniczonym stopniu uzyskać przepływ powietrza przez płuca. Prawidłowe postępowanie możesz prześledzić w artykule „Resuscytacja krążeniowo-oddechowa krok po kroku”.