Nagłe zatrzymanie krążenia (NZK) dotyka rocznie aż 40 tysięcy Polaków. Blisko 75% z nich ma szanse przeżyć, jeżeli niezwłocznie podjęta zostanie akcja ratunkowa. Przekonała się o tym Pani Joanna Kapuścik, która dzięki defibrylatorowi AED uratowała życie starszemu mężczyźnie.

Projekt AED: Choć na co dzień pracuje Pani w przychodni rodzinnej jako pielęgniarka, to sytuacje wymagające podjęcia natychmiastowych medycznych czynności ratunkowych nie należą do częstych. Czy mogłaby Pani opowiedzieć o zdarzeniu, do którego doszło niedawno w Pani miejscu pracy?

Joanna Kapuścik: Pacjent przyszedł rano do przychodni na pobranie krwi. Badanie przebiegło rutynowo i tuż po jego zakończeniu, nie zgłaszając złego samopoczucia, mężczyzna o własnych siłach opuścił gabinet zabiegowy. Dosłownie chwilę później, koleżanki z rejestracji zaalarmowały pielęgniarki, że pacjent przewrócił się przed przychodnią. Ja nie widziałam tego zdarzenia, ale poproszono mnie, żebym przybiegła pomóc.

Co było dalej?

W tym samym czasie do przychodni wchodziła akurat pani doktor, która z nami pracuje, więc pomogła mi i koleżance wnieść nieprzytomnego mężczyznę do środka. Lekarka niemal od razu stwierdziła u niego nagłe zatrzymanie krążenia, dlatego nie zwlekając, jedna z pielęgniarek pobiegła po defibrylator i przystąpiłyśmy do akcji ratunkowej.

Jak wyglądało uruchomienie defibrylatora?

Urządzenie było bardzo proste i intuicyjne w obsłudze. Włączyłyśmy start i zgodnie z instrukcją na obrazku, najpierw przykleiłyśmy do ciała pacjenta elektrody, a następnie słuchałyśmy poleceń wydawanych przez aparat. To było nasze pierwsze zetknięcie z takim małym, przenośnym defibrylatorem w praktyce.

Gdzie znajdował się defibrylator AED? Czy był w miejscu widocznym, łatwo dostępnym dla każdego?

Nie, urządzenie jest dostępne tylko dla personelu medycznego przychodni i znajduje się w gabinecie zabiegowym. Defibrylator został kupiony zaledwie kilka tygodni temu, więc pacjenci zapewne nie mają nawet pojęcia, że jesteśmy wyposażeni w taki sprzęt.

Jak długo trwała cała akcja ratunkowa przy użyciu urządzenia AED?

Myślę, że około 15-20 minut. Aż do przyjazdu pogotowia, cały czas masowałyśmy pacjenta i powtarzałyśmy czynności dyktowane przez urządzenie. Jeszcze zanim na miejscu pojawiła się karetka, krążenie zostało przywrócone i reanimowany mężczyzna odzyskał świadomość.

Czy uważa Pani, że osoba nieposiadająca wykształcenia medycznego poradziłaby sobie z obsługą defibrylatora?

Myślę, że tak, jeżeli opanuje strach i nerwy. Oprócz tego, że urządzenie wyraźnie instruuje i podpowiada, co krok po kroku należy zrobić, to na pudełku defibrylatora i poszczególnych elementach znajdują się ilustracje, które również są dużym ułatwieniem. Młode osoby, dla których nowe technologie to codzienność, na pewno nie będą miały problemu z obsługą urządzenia. Podejrzewam natomiast, że ktoś starszy mógłby mieć w takiej sytuacji opory przed użyciem sprzętu.

Co zatem powiedziałaby Pani osobom, które mają obawy, że nie poradzą sobie z obsługą defibrylatora AED?

Że nie ma się czego bać i naprawdę nie trzeba mieć żadnej wiedzy z zakresu medycyny, by uratować czyjeś życie dzięki AED. Ja pierwszy raz zetknęłam się z tym urządzeniem na kursie resuscytacji krążeniowo-oddechowej i ponownie tutaj, w przychodni, kiedy od razu po zakupie defibrylatora zorganizowano dla nas szkolenie.

Czy Pani zdaniem warto stawiać na szkolenia z zakresu obsługi automatycznego defibrylatora?

Tak, według mnie uczestnictwo w spotkaniach, podczas których demonstruje się obsługę defibrylatora AED, jest szalenie ważne, bo z doświadczenia wiem, że ludzie boją się tego, co nieznane. W szczególności osoby starsze. Podczas mojej codziennej pracy spotykam się z podobną sytuacją, gdy tłumaczę, jak używać zwykłego glukometru. Pacjenci często boją się go nawet dotknąć w obawie, że nie poradzą sobie z jego obsługą lub że coś zepsują. Dlatego uważam, że trzeba ludzi szkolić i uświadamiać, bo defibrylator AED naprawdę może uratować niejedno życie.

Defibrylator serca AED to coś więcej niż zwykłe urządzenie medyczne. To przede wszystkim szansa na przeżycie, którą każdy z nas może podarować drugiemu człowiekowi w swoim otoczeniu. W zakładzie pracy, w urzędzie, w centrum handlowym i wszędzie tam, gdzie ze względu na obecność dużej liczby osób wzrasta prawdopodobieństwo wystąpienia epizodu nagłego zatrzymania krążenia. Choć nie jesteśmy w stanie przewidzieć, kiedy defibrylator będzie potrzebny nam lub naszym bliskim, to możemy (a nawet powinniśmy!) uświadamiać oraz zachęcać innych do interesowania się tematem AED. Dbajmy więc o swoje bezpieczeństwo i bądźmy wzorcowym przykładem społeczności, która nie boi się pomagać.

*

A jeśli uważasz, że w Twoim otoczeniu – pracy, szkole czy na stacji, przez którą codziennie podróżujesz – brakuje defibrylatora AED, to daj nam znać. Pomożemy Ci w załatwieniu formalności oraz przekonaniu administracji obiektu do zakupu sprzętu. AED to inwestycja na wagę złota, a przede wszystkim… ludzkiego życia.