Chyba każdy z nas odbywał w szkole kurs pierwszej pomocy. Nie w każdym przypadku jego przeprowadzenie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Poznajcie historię szkolenia z pierwszej pomocy, w którym udział wzięło osiem niewidomych osób. Na wydarzenie spojrzymy z dwóch perspektyw – tyflospecjalistki z fundacji dla niewidomych oraz szkoleniowca.

Paula Cupryan pracuje w fundacji Szansa dla Niewidomych – jest tyflospecjalistką, pomagającą na co dzień osobom niewidomym w obszarach związanych z psychologią, rehabilitacją czy poradnictwem zawodowym. Doświadczenie, jakie posiada, pozwoliło na szczerą rozmowę o możliwościach i ograniczeniach tych osób w zakresie udzielania pierwszej pomocy.

Jaka jest skala trudności w zorganizowaniu tego rodzaju szkolenia dla osób niewidomych?

Jest to wyzwanie przede wszystkim dla szkoleniowców. Bardzo często nie posiadają oni dużej wiedzy na temat funkcjonowania osób niewidomych, dlatego wydaje im się, że są to ludzie, którzy mogą być całkowicie wykluczeni z grona osób mogących udzielać pierwszej pomocy. To główna trudność, jaka wynika z obawy i braku świadomości. Taki kurs zdecydowanie wymaga odpowiedniego przygotowania. Ja mam to szczęście, że mój partner prowadził to szkolenie i ze względu na moją pracę miał wcześniej kontakt z osobami niewidomymi. To było dużym ułatwieniem.

To rzeczywiście bardzo pomocne. Czy osoba, która nie miałaby takiego zaplecza, byłaby w stanie przygotować się do przeprowadzenia podobnego szkolenia?

Zdecydowanie tak. Ważne jest jednak, by na etapie przygotowań nie zgadywać i nie szukać informacji wyłącznie w internecie, lecz skontaktować się na przykład z organizacją pozarządową, która na co dzień pracuje z osobami niewidomymi lub właśnie z osobą niewidomą i tam poszukiwać informacji oraz zastanowić się, w jaki sposób najlepiej się przygotować. Wielu podopiecznych, którzy już pracują, brało już udział w takich szkoleniach, jednak instruktorzy traktowali ich jak modeli, na których właściwie tylko pokazywano, jak udzielać pierwszej pomocy – nie mieli okazji na praktyczne ćwiczenia.

Czyli czuli się wykluczeni z tej grupy, która mogłaby realnie udzielić pierwszej pomocy?

Zdecydowanie tak jest i wynika to zarówno z jednej, jak i z drugiej strony, ponieważ osoby niewidome bardzo często traktowane w ten sposób czują się zwolnione z tego obowiązku, który jest obowiązkiem i moralnym, i prawnym. Jednocześnie instruktorzy myślą, że osoby niewidome są kompletnie pozbawione możliwości udzielenia pierwszej pomocy, co oczywiście nie jest zgodne z prawdą.

Jak do takiego szkolenia powinien przygotować się instruktor i na co zwrócić szczególną uwagę?

Przede wszystkim nie może klasyfikować osób niewidomych jako niezdolnych do udzielania pomocy, nie traktować ich z żadną taryfą ulgową, nie ignorować przez niepełnosprawność i nie infantylizować, ponieważ bardzo często zdarza się tak, że wydaje nam się, że te osoby są z innego świata. To są absolutnie normalne osoby, a jedyną ich barierą jest to, że nie widzą – z tego względu część rzeczy pozostaje poza ich zasięgiem. Natomiast przygotowanie merytoryczne oraz świadomość, w jaki sposób udzielać pierwszej pomocy sprawiają, że nawet jeśli nie dadzą rady tej pomocy udzielić, to mogą studzić emocje, koordynować działania innych, uspokajać ich, informować – to są bardzo ważne zadania.

A czy te osoby mimo wszystkich utrudnień wykazują chęć nauki i chcą być traktowane jak pełnoprawni obywatele? Bo to jest dla nich bardzo krzywdzące, że społeczeństwo postrzega je w taki sposób – czy istnieje w nich chęć udowodnienia, że jednak są w stanie rzeczywiście uratować życie?

Oczywiście. Te osoby chcą i powinny być traktowane na równi z całą resztą społeczeństwa. Mają rodziny, przyjaciół, żyją tak jak my – przebywają w miejscach publicznych, gdzie może zdarzyć się sytuacja, w której konieczne będzie udzielenie pierwszej pomocy i nie powinniśmy pozostawiać tych osób samym sobie. Tym bardziej, że z powodu dysfunkcji wzroku mogą czuć się jeszcze bardziej przestraszone, nie posiadając tej wiedzy.

W szkoleniu brało udział ośmioro uczestników. Sami się zgłosili czy zostali wybrani? Na jakiej zasadzie powstała ta grupa?

Nasz oddział regionalny prowadzi bazę newslettera, więc docieramy do podopiecznych z wieloma informacjami. Mamy też kilku tzw. beneficjentów ostatecznych, których otaczamy wsparciem i którzy się do nas odezwali w sprawie szkolenia. Decydowała kolejność zgłoszeń, ponieważ z racji komfortu każdego z uczestników nie mogliśmy sobie pozwolić na zorganizowanie większej grupy i te osoby rzeczywiście były bardzo chętne. Mamy też wnioski i prośby o organizację kolejnych tego typu szkoleń.

Czyli jeżeli będzie taka możliwość, to zostanie zorganizowane kolejne takie szkolenie?

Zdecydowanie tak. Sami czujemy taką potrzebę. Widzimy, że podopiecznym bardzo na tym zależy. W trakcie szkolenia była też okazja do tego, by porozmawiać i bardzo mocno wybrzmiała chęć uczestników do podnoszenia kompetencji z tym zakresie. Te osoby czują się po prostu bezpieczne, wiedząc, jak reagować w podobnych sytuacjach. Musimy pamiętać, że do nieszczęśliwych wypadków dochodzić również w domu, w pracy czy innych miejscach.

A czy sam defibrylator ułatwia proces pierwszej pomocy? On wydaje polecania głosowe, więc łatwiej zachować spokój wiedząc, jakie czynności po kolei wykonać. Dla osób niewidomych to pewnie też jest spore ułatwienie?

Defibrylator to fantastyczne urządzenie. Natomiast jeśli chodzi o osoby niewidome to mamy tutaj kilka barier. Po pierwsze to, że defibrylatory są umieszczone w miejscach publicznych – aby zostały odnalezione przez osoby niewidome, musiałyby zostać stworzone specjalne ścieżki naprowadzające. Sprawia to, że osoba niewidoma jako jedyny świadek zdarzenia nie będzie w stanie poruszać się po ścianach, szukając tego defibrylatora. Druga bariera jest taka, że defibrylatory nie posiadają oznaczeń brajlowskich, czasami nawet nie posiadają wypukłych przycisków, przez co stają się po prostu niedostępne dla osób niewidomych. Mimo tego, że wydają polecenia głosowe. Natomiast z całą pewnością powierzenie tych czynności i części ratowania życia urządzeniu, które wydaje te komunikaty głosowe, sprawia, że osoba niewidoma jako świadek zdarzenia czy świadek używania defibrylatora będzie się czuła pewniej.

Czy osoby niewidome, ze względu najbardziej wyostrzone inne zmysły, czasami lepiej potrafiłyby ocenić sytuację?

Myślę, że jeśli chodzi o ocenę sytuacji, to jest ona zdecydowanie cięższa. Jednak główny potencjał tych osób przy udzielaniu pierwszej pomocy jest taki, że one nie widzą drastycznych scen, pokiereszowanych ciał i krwi, czyli obrazów, które często działają paraliżująco na osoby widzące. Główny potencjał upatrujemy zatem w tym, że takie osoby mogą studzić emocje w wypadku paniki i koordynować cały proces udzielania pierwszej pomocy. Wydaje mi się, że to jest w takich sytuacjach, kiedy mamy więcej osób bardzo dobre zadanie.

Poznajmy teraz perspektywę Tomasza Mazura – szkoleniowca z zakresu pierwszej pomocy oraz obsługi defibrylatorów AED, który prowadził to szkolenie.

Czy szkolenie przeprowadzone dla osób niewidomych było szczególnie trudne na tle pozostałych szkoleń?

Podstawowa trudność to kwestia przestawienia się na szczegółowy opis wszystkich wykonywanych czynności. Z reguły opieram się na pokazie, czyli krótkim praktycznym instruktażu. Jest to dla mnie szczególnie istotne, aby szkolenie było ciekawe, a nie „przegadane”. Tutaj moje wskazówki musiały być wyłącznie artykułowane, choć również starałem się, aby były zwięzłe i precyzyjne. Jak się okazało – była to jedyna trudność.

Czy to konkretne szkolenie wymagało specjalnego przygotowania? Jeśli tak, to, jak ono wyglądało?

Nie ukrywam, że miałem trochę ułatwione zadanie. Środowisko osób niewidomych oraz z dysfunkcjami wzroku nie było mi obce. Moja życiowa partnerka jest związana z tym środowiskiem zawodowo, dlatego mniej więcej wiedziałem, w jaki sposób te osoby funkcjonują na co dzień oraz czego mogę się spodziewać. Mój plan na szkolenie został więc zweryfikowany przez tyflospecjalistkę i dostałem kilka cennych wskazówek, ale polegały one przede wszystkim na „odczarowaniu” mitu osób niewidomych jako tych, które polegają w większości na widzących asystentach. Tym samym musiałem jedynie zarezerwować trochę więcej czasu na część opisową.

Na jakie aspekty należy zwrócić szczególną uwagę podczas takiego szkolenia?

Przede wszystkim na bardzo precyzyjne opisywanie wykonywanych czynności i jednoznaczne wskazówki, pozwalające kursantom efektywnie ćwiczyć. Bardzo ważne jest też, aby nie stosować żadnej taryfy ulgowej, nie wychodzić z założenia, że osoba niewidoma nie będzie w stanie poradzić sobie ze wszystkim tym, czego oczekiwalibyśmy od każdej innej grupy szkoleniowej. Jeśli jakiś element scenariusza sprawia szczególny kłopot, należy wypracować rozwiązanie z samymi zainteresowanymi.

Czy było coś zaskakującego?

Poziom zaangażowania uczestników, ich ogromna samodzielność i umiejętność poradzenia sobie w każdej sytuacji. Szkolenie zwieńczyliśmy serią symulacji prawdziwych wydarzeń, kiedy ja byłem osobą poszkodowaną, często bez kontaktu, nieprzytomną. Spodziewałem się pewnego chaosu, ponieważ kursanci zostali postawieni nagle w sytuacji kryzysowej, bez asysty instruktora, musieli działać szybko, tu i teraz. Mogę tylko powiedzieć, że ich sprawność oraz skuteczność w działaniu nie tylko mnie zaskoczyła, ale i wzruszyła.

Jaki był poziom zaangażowania uczestników?

Tak jak wspomniałem wcześniej – to było bardzo intensywne, mocne szkolenie pełne zaangażowania i poczucia, że wszyscy robimy coś niezwykle istotnego.

Czy prowadziłeś już wcześniej szkolenia dla osób z niepełnosprawnościami?

To było moje pierwsze szkolenie dla grupy wyłącznie osób z niepełnosprawnościami. Niesiony falą entuzjazmu kolejne szkolenie przeprowadziłem z udziałem tłumacza PJM (Polski Język Migowy) dla osób głuchych. Ten kurs również zostanie w mojej pamięci na długo – było równie intensywnie i wszyscy wyszliśmy uśmiechnięci i pełni energii!

Każdy członek społeczeństwa powinien posiadać umiejętności umożliwiające udzielenie drugiej osobie pierwszej pomocy. Czy społeczeństwo jest na tyle otwarte i świadome, by rzeczywiście szkolić osoby z różnego rodzaju niepełnosprawnościami, czy to raczej wciąż w większości działania indywidualne, np. pracowników fundacji, która decyduje się na takie szkolenia?

Faktycznie próżno szukać oferty szkoleniowej skierowanej bezpośrednio do osób z niepełnosprawnościami. Moim zdaniem wynika to z braku świadomości i wiedzy o sposobie funkcjonowania poszczególnych grup, przez co automatycznie (i często nieświadomie) wykluczamy je ze społeczeństwa. Niezależnie od tego, czy tego typu inicjatywy to rzadkość, musimy pamiętać, że są one absolutnie niezbędne.

*

Ta niezwykła historia pokazuje, że wystarczy odrobina chęci, by umożliwić osobom z różnego rodzaju dysfunkcjami nabywanie umiejętności w zakresie pierwszej pomocy. Co więcej, osoby te są stuprocentowo zaangażowane w powierzone zadania i z entuzjazmem chłoną wiedzę. Warto zatem spojrzeć szerzej i zadbać, by każdy członek społeczeństwa posiadał choćby podstawowe umiejętności, dzięki którym będzie w stanie uratować komuś życie.